![]() |
|
|
|
Data i czas: środa, 25 marca 2009 15:39:18 komentarze [3] Jako że mylog ssał przez kilka ostatnich miesięcy i ssie dalej, wynoszę się stąd na amen. Znajdziecie mnie TU i TU. PEACE! Data i czas: poniedziałek, 1 grudnia 2008 22:21:28 komentarze [2] I'm going hunting. I'm the hunter. I'll bring back the goods. But i don't know when. No tak. Minęło parę miesięcy i chyba najwyższa pora, by było lepiej. Tak więc... Chyba będzie lepiej. Humor mi dopisuje, zwłaszcza po wczorajszej rozmowie z Blondynem i tym, jak przesłał mi swoje "oprogramowanie". A później (wcześniej? nie pamiętam...) przekonywał mnie, że nie porzuciłby mnie po nocy poślubnej dla młodszej :D Wariat, nie ma co. Ale ja też granicę normalności dawno przekroczyłam, więc nie przeszkadza mi to xD Dzisiaj byłam z wizytą w Blackstarze (brzmi, jakbym u starej ciotki była) i zapisałam się na tatuaż. Wstępnie na 22.01.2009r., ale to może się jeszcze zmienić. Po tylu latach czekania... Dziwne mam cele w życiu xD Próbne matury minęły bez echa. Polski nie taki znowu trudny, tak samo WOS. Za to angielski zawaliłam z hukiem - jak większość osób ze szkoły. Mam nadzieję, że na 30% napisałam, bo gdybym nie zaliczyła ze wstydu bym zapadła się pod ziemię. I tried to be someone else But nothing seemed to change I know now: this is who I really am inside I Finally found myself Fighting for a chance I know now, THIS IS WHO I REALLY AM Data i czas: niedziela, 23 listopada 2008 18:06:33 komentarze [1] Powoli zamieniam się w kamyczek. Nic nie czuję. Jestem zimna. Gdy się toczę, nie mogę się zatrzymać. Gdy spadam w dół można mnie tylko złapać. Sama nie dam rady. Kamyczkowo żyję. Kamyczkowo śpię. Kamyczkowo marzę o czymś wielkim, większym niż głaz. Kamyczkowe myśli tworzą lawinę w mojej głowie. Szare jak kamień dni mijają tak samo. Tylko jeden anioł mnie ogrzewa. Umieszcza między skrzydłami, gdzie śnię między białym puchem piór. Data i czas: czwartek, 13 listopada 2008 14:26:07 komentarze [0] Wbrew ludowemu porzekadłu postanowiłam wystąpić i zgodzić się z Wielkim Poetą z Czarnolasu: "Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi". Jakem głupia byłam - głupia pozostanę, z radością rzucając się w przepaść bez liny. Statkiem w wirze będę, muchą w pajęczynie. Klin klinem i tego się trzymać zamierzam, jednakowoż z umiarem, do którego chcę przekonać mą osobowość, rwącą się do działania, kochania i impulsywności. Wampiry stateczne rwą włosy z nieśmiertelnych głów, a w dzień przewracają się w trumnach, patrząc na dokonania młodego krwiopijcy. Za nic mając sobie właściwą wampirom melancholię, powagę, dostojność i arystokratyczność bijącą z każdego ruchu, postanowiłam być szczęśliwa tak jak tylko mogę. Uśmiech od ucha do ucha na twarzy, omal mi czubek głowy nie odpada. A teraz, żeby wampirza rodzina nie miała mi za złe braku cech wampirzych, idę do swej trumny, zwanej przez domowników kanapą. Pod kocem będę tworzyć światy i zdarzenia, fantastyczne sytuacje, niemożliwe stanie się możliwe, a nieprawdopodobne spotka mnie za każdym rogiem. Edit z dn. 14.11.2008r, 22:54 Jak ma przejść, skoro nie przeszło? Jak ma uczyć, skoro nie uczy? I wreszcie: jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca? Mój empik. Mój cudowny empik na Marszałkowskiej sprawił mi dzisiaj przykrą niespodziankę i nie mam bynajmniej braku na półce nowego Kłamcy na myśli. W tłumie nie myślę. W tłumie podążam, indywidualnością stając się jedynie w domu. To za dużo. Trzeba z domu zrobić hotel B&B, wszystko, by nie myśleć. Ponoć mi przeszło, ponoć się uspokoiłam, ponoć serce w słoiku bezpieczne. A gówno prawda, jak mi dzisiaj ironia losu, a może zrządzenie raczyło pokazać. Jesteś słaba i naiwna, mówiło. Oszukujesz samą siebie, wmawiając sobie, że to już koniec. Sama dobrze wiesz, że minie jeszcze wiele, wiele miesięcy, nim będziesz mogła z nim bez drżenia serca porozmawiać. A raczej bez obawy i bez łez. A myślałam, że już wszystkie wypłakałam. Znów się myliłam, jakże ogromnie. Data i czas: środa, 5 listopada 2008 22:25:04 komentarze [2] Po czym poznać, że zbliża się zima? Po liściach spadających z gałęzi drzew? Po odlatujących ptakach? Po zmianie czasu, długich nocach i krótkich dniach? O nie... Wystarczy spojrzeć na mnie. Budzi się we mnie leśne zwierzątko, które najchętniej zakopałoby się w jakiejś jamce i nie wyściubiło z niej nosa do odwilży. A najlepiej to początku maja. Na razie nie przyjęło to zbyt wielkich rozmiarów. Ot, zwykła niechęć do wszelkiego działania. Potem dojdzie wielkie lenistwo (które już miało swój początek we wtorek i trwać będzie prawdopodobnie do niedzieli). Izolowanie się od znajomych i przyjaciół, by im nie przyszło do głowy wyciągać mnie z domu na tą zimnicę panującą na dworze. Już widzę efekty. Jestem kłótliwa, obrażam się o byle co, wydzieram się bez powodu... A za parę miesięcy będę żałowała. Ale na razie liczy się tylko cisza i spokój... I ciepło kocyka. I jeszcze bliskość. Ale tej brak. W ferie nadrobię. Złapię, nie puszczę, nikomu nie oddam. Wampiry to zazdrosne i zaborcze stworzenia. Anioł się przekona. Nie to, że nie chcę mieć przyjaciół. Chcę. Tylko... Czasami ich towarzystwo jest ciężkie. Nadchodzą chwile, gdy mam ochotę być sama ze swoimi myślami. Nie ruszać się z domowych pieleszy, spać po kilkanaście godzin na dobę, a przez resztę czasu zajmować się robieniem szalików, czytaniem Jane Austen i oglądaniem lekkich i przyjemnych filmów. Każdemu się zdarzają takie chwile. Mnie nachodzą właśnie z końcem jesieni i początkiem zimy. Listopad to taki mój miesiąc chandry. Powinnam się cieszyć ze zbliżających się imienin, a zamiast tego... No właśnie. Siedzę i zamulam. A, i hoduję swoje centymetry w biodrach przez wpieprzanie żelek, czekolady i innych kalorycznych pyszności. A za parę miesięcy będzie rozpacz... Kolejny powód do zamulania to ta cudowna matura próbna pod koniec miesiąca. Potrzebna mi jak trzonowy ząb w odbycie. Tylko mnie przystresuje i tyle tego będzie. Wolałabym się z tym zmierzyć dopiero w maju, ale jak widać, nigdy nie ma się tego, co się chce. Mam przytępione zmysły. Szczerze mówiąc, chyba już nie mam czym płakać. Dopadła mnie w końcu znieczulica? Nic mnie nie rusza. Widok jego zdjęcia nie wywołuje dreszczy, komórkę z esemesami gdzieś zgubiłam, wspomnienia przybladły... Opisy na gadu są dla mnie powodem do uśmiechnięcia się z wyższością. Bo takiej hipokryzji to już dawno nie widziałam. Wspominałam już, że faceci mnie rozśmieszają? Te ich przerośnięte ego i właśnie hipokryzja. To już drugi, który chciał, żebym rzuciła palenie. I to już drugi, który sam zaczął palić. Nie rozumiem tego. Ale to może dlatego, że sama nigdy nie ingerowałam w niczyje zdrowie. Podchodziłam do tego na zasadzie: "róbta co chceta, nie moja sprawa". Znów przeżywam zawirowanie ze studiami, chociaż nawet nie zdałam jeszcze tej cholernej matury. Na pewno japonistyka (W-wa, Toruń, Poznań, Kraków) i sinologia (UW). Reszta... Wzięło mnie na Wydział Psychologii. Neuropsychologia kliniczna. Psychologia sądowa. I wspieranie rozwoju osobowości. Na to chcę składać. Będę pani psycholog. Będę pani psycholog, mówiącą po japońsku. Będę pani psycholog, mówiącą po japońsku i chińsku. Będę pani psycholog pełną gębą! Data i czas: niedziela, 26 października 2008 21:13:25 komentarze [1] Wciąż rozmyślasz. Uparcie i skrycie. Patrzysz w okno i smutek masz w oku... Przecież mnie kochasz nad życie? Sam mówiłeś przeszłego roku... Mówił - odmieniło mu się. Szkoda. Było pięknie. To ciche 'kocham cię' pośród pościeli i budzącego się słońca. Obłóczona światu i jawie, Ziemskim okryta całunem, Leżała kiedyś Krzyżem na trawie, Rozpamiętując pocałunek... Całymi dniami wspominałam Twoje dłonie, pocałunki, oddech. Błysk w oczach. Uśmiech. Co prawda nie na trawie - a na poddaszu lub we własnym łóżku. Ten który mienie swoje gwiaździste roztrwania Na płaszcze róż czerwonych, lilii białosinych Ten mnie ozdobił w chwili naszego spotkania W rumieniec - ciebie w bladość - i wiedział co czyni. Bo czym są ludzkie stroje w tak istotnej chwili, czym wzniosłe przemówienia, otwarte ramiona? Ważne - tylko te barwy zdjęte z róż i lilii Dla tych, których jedynie krew możne przekonać. Od początku byłeś mój, a ja Twoja. Od pierwszego spojrzenia. Od tego spaceru i rozmowy na ławce. Następny wieczór i pierwszy pocałunek, który rozpoczął lawinę uczuć. Skrwawione ręce, opalone skrzydła - Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz." I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra, Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura... A potem poszedłeś w swoją stronę, zostawiając mnie za sobą. Może i tak jest lepiej - dla ciebie. Bo ja ciągle żyję tymi minionymi dniami. I cóż po sukni przedziwnej piękności, Gdy ją zhańbiła plama? I cóż z ich bieli, gdy mól się rozgościł W gronostajowych błamach? A jeśli serce jest już tylko mięśniem, cóż po urodzie wszechrzeczy? Gwiazdy jaśnieją promiennie i szczęśnie, Lecz Ziemia gwiazdom zaprzeczy... Wyrwałam serce i schowałam je do słoiczka. Trzymam je teraz za łóżkiem z postanowieniem wypisanym na kartce. Gdybyś chciał je poznać - zapytaj. A usłyszysz, to co tam napisałam: Nigdy więcej nie dać nikomu władzy nade mną do rąk. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: "Miłość", "Epitafium zakochanej I", "Epitafium zakochanej II", "Anioł odszedł...", "Westchnienie". Data i czas: wtorek, 14 października 2008 20:54:26 komentarze [2] Powoli zapominam kim jestem. Patrzę w lustro i nie poznaję samej siebie. Bo to nieszczęsne stworzenie z rozwianym włosem i rozmazanym makijażem nie może być tą samą istotą sprzed kilku miesięcy. Tamtej uśmiech z ust nie schodził - ta uśmiecha się tylko przy najbliższych. Tamta była wulkanem energii - ta by najchętniej tylko spała. Tamta widziała świat w tęczowych barwach - ta przemienia go w coś na kształt czarno-białej fotografii. Zastanawiam się tylko, ile można tak ciągnąć? Ile jeszcze wytrzymam patrzenia w lustro i spoglądania na stworzenie nieboskie bardziej przypominającego Gnijącą Maturzystkę Młodą, zamiast żywe stworzenie, któremu w żyłach krew płynie. Bo wbrew oczywistym faktom i wyglądowi przeczącemu tezie, że hemoglobina funkcjonuje w moim organizmie, jakiekolwiek przekłucia dowodzą, iż posiadam czerwone krwinki i to chyba nawet niezłą ilość. Skoro o przekłuciach mowa... Czemu to tak uzależnia? Surface'a na karku i trzy na ręku pragnę... Malutkie tunele w uszach... Jeszcze jeden kolec w języku... Ale co za dużo, to ponoć niezdrowo - chociaż nie wiem, jak to się odnosi do kolczyków. Nie wystarczy, że pozwalają mi się poczuć lepiej? Powinno wystarczać. W styczniu... W styczniu zobaczę się z moim Aniołem Stróżem. W końcu do niego jadę na cały tydzień. I mam zamiar cieszyć się z tego przez te wszystkie miesiące, które do owego stycznia pozostały. Skrwawione ręce, opalone skrzydła - Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz." I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra, Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura... Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Data i czas: sobota, 4 października 2008 14:28:51 komentarze [1] To jest nie do pojęcia. Gdy już sobie wszystko poukładam, zdarza się taka mała katastrofa, która wszystko burzy. Niby nic znaczącego. Niby drobiazg. Niby okruszek. A skutki ma gorsze niż huragan Katrina. Tak to jest ze zdjęciami - bywają przypomnieniem dobrych chwil, a innym razem, że tych chwil już nie będzie. A dziecko, zamiast się uczyć, spogląda na tą nieszczęsną fotkę i stara się zapomnieć oglądając "90210", czyli typowy odmóżdżacz. Czy to jeszcze rozpacz, czy już paranoja? Data i czas: środa, 1 października 2008 21:15:07 komentarze [1] W czasie deszczu dzieci się nudzą. W czasie chłodu dzieci się nudzą. W czasie szkoły dzieci się nudzą. A w ciągu dnia dzieci śpią i później narzekają na potworną migrenę i ból zatok. Potrzebuję herbaty, ale kuchnia jest za daleko. (Mówię tak, jakbym była posiadaczką kilkupiętrowego pałacu, mój pokój był w najwyższej wieży, a kuchnia przy piwnicach -.-'). Lekcje i siedzenie w szkole strasznie mnie męczą, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. I już pies ganiał lekcje. Na nich można założyć słuchawki na uszy i udawać, że się nie istnieje. Dobija mnie parcie na maturę. Awantury w domu, że się nie uczę do sprawdzianów. (Uczę, tylko w szkole przed klasówką, żeby mieć na świeżo). Czy egzamin z rzeczy, które prawdopodobnie nigdy mi się nie przydadzą, powinien decydować o całym przyszłym życiu? Znowu mam niewesołe myśli, chociaż staram się je zwalczyć. Jednak samej jest strasznie ciężko. Mam dość przyjaciół i mówienia: 'Nie płacz, nie warto'. Dla mnie właśnie bardzo warto. Łapię się na tym, że wspominam wielokrotnie pewne... momenty. Epizody. I się rozklejam. Płacz nie przynosi ukojenia. Jedyną terapią było ostatnio napisanie krótkiego opowiadania. Wszystkie swoje smutki na nie przelałam. I wystraszyłam przyjaciół, którzy myśleli, że mam ochotę się zabić. Nigdy w życiu. Aż tak zdesperowana, załamana i przybita nie jestem. No, może trochę... Ale cięcie wzdłuż nadgarstków niczego nie rozwiązuje. Najgorsze są sny, których nie mogę kontrolować. Podstępne i złośliwe, wykorzystują moje najbardziej skrywane nadzieje. Podsuwają mi fałszywe obrazy i wizje, które nigdy się nie spełnią. Nie mają prawa. Później przebudzenie i brutalna prawda: na nic nie licz, nie ma szans. Chcę pojechać do Anioła. Spędzić z nim parę dni, przytulić się i posłuchać, że wszystko będzie dobrze. On wpływa na mnie uspokajająco. Zawsze przy mnie, chociaż nigdy go nie ma. Czuję jego obecność. Wystarczy, że napisze jedno zdanie na gadu i poprawia mi się humor. Mam nadzieję, że przygarnie swojego Wampirka na jakiś weekend, a rodzice nie będą się zbytnio wściekać, jak pewnego piątku po pracy znajdą w domu karteczkę: Jestem u Dżibrila, wracam w niedzielę. Potrzebuję odpoczynku od Warszawy, gdzieś daleko, chociaż na kilka dni. Może w ten weekend się wybiorę z rodzicami...? Data i czas: środa, 24 września 2008 14:18:22 komentarze [0] " A Asmodeusz stał nieporuszony, nie wierząc, nie chcąc wierzyć, odrzucając. W powietrzu, w pozie, jakby zrywała się do lotu, wisiała Jashmin. Sieć sznurów, rozpiętych między żyrandolem i słupami baldachimu nad łóżkiem, utrzymywała ją pod sufitem. Szeroko rozpięte złote skrzydła ifryta rzucały cień na pokój. Stopy, skrępowane w kostkach, podciągnięto wysoko, żeby nadać ciału niemal poziomą pozycję. Wyprute wnętrzności zostały starannie udrapowane jak pęk czerwonych wstążek. Okaleczone ramiona rozkrzyżowano w geście szyderczego błogosławieństwa. Odrąbane dłonie leżały na podłodze, jedna na drugiej. Między palce ktoś wetknął wiecheć polnych kwiatów. Dwa podobne bukiety sterczały szyderczo z kikutów. We włosach Jashmin miała pełno konfetti, jakieś listki, gałązki, drobne kwiatki. Na szczęście, już nie żyła. Wywrócone białkami oczy oglądały wieczność. Podłoga i ściany zachlapane były krwią. Na dywanie obok odciętych dłoni leżały pędzle Asmodeusza. Zgniły Chłopiec zauważył je, upadł na kolana i zwymiotował. Trząsł nim spazmatyczny szloch. Skulił się, objął ramionami głowę. Palce kurczowo wpijały się we włosy, szarpały. Lucyfer przyklęknął obok, bezradny. Bał się nawet dotknąć przyjaciela, żeby nie wywołać ataku szaleństwa. Asmodeusz płakał i dygotał, drżącymi rękami macał nasiąknięty krwią dywan, rozmazywał czerwień po włosach i twarzy. Mamrotał. - Mod? - szepnął przestraszony Lucyfer. Nigdy nie sądził, że cokolwiek może doprowadzić przyjaciela do takiego stanu. Asmodeusz odwrócił głowę. Lucyfer nie rozpoznałby tej wykrzywionej, oszalałej twarzy z odsłoniętymi w morderczym grymasie zębami. Patrzył na zwierzę żądne mordu. - Zabiję - wycedził Asmodeusz. - Zabiję. Porwał się, żeby wstać, wybiec, dopaść tę sukę, dziwkę, żmiję, szarpać, rozszarpać, zabić! Ale siły go zawiodły i opadł na podłogę. Lucyfer objął go wpół, przydusił, nie pozwolił się wyrwać. - Nie, Mod! Zrozum! Ona na to czeka! Chce, żebyś przyszedł ją zabić. Sprowokowała cię. To podstęp! Pewnie przyjmuje gości, którzy zeznają, że rzuciłeś się na nią, żeby zabić, a jej pachołkowie już czekają z bronią. Załatwią cię, Mod, zabiją! - Nagle doznał olśnienia. - Nie możesz jej dać satysfakcji, co? Nie możesz, prawda? Nie dopuścisz, żeby wygrała! Co, Mod? Oszalały, zakrwawiony, płaczący Asmodeusz kiwał monotonnie głową. - Nie dopuszczę - powtarzał. - Zabiję. Nie dopuszczę. Nie dam satysfakcji. Nie dopuszczę. Ale uspokajał się powoli. Spojrzał na Lucyfera przytomniej. Lampka odwrócił wzrok. Nigdy nie widział w niczyich oczach takiego morza bólu, goryczy, rezygnacji. - Na Mrok - wyszeptał Asmodeusz. - Z powodu portretu. Zwykłego portretu. Lampka czuł się tak podle, że właściwie wolałby sam wisieć u sufitu zamiast Jashmin. Wyrzucał sobie, że niczemu nie zapobiegł, że nie ustanowił ochrony, nie wymógł na Asmodeuszu ostrożności. Zamknął oczy. - Samael nie miał racji - wychrypiał niespodziewanie Zgniły Chłopiec. - Jest ktoś, kogo ona kocha. Ona sama. Tylko ona sama i jej wściekła próżność. - Tak - zgodził się łagodnie Lampka. - Pewnie, że tak, Mod. Wyjdziesz stąd ze mną, dobra? Asmodeusz nie słyszał ani jednego słowa. Światło przygasło, nastała dziwna szarość, która przemieniła się w czerń, a Zgniły Chłopiec stracił przytomność." Maja Lidia Kossakowska, Zobaczyć czerwień (ze zbioru "Obrońcy królestwa") Po przeczytaniu tego dochodzę do wniosku, że jednak nie całe Niebo zawaliło mi się na głowę, a Podziemie usunęło spod stóp. Czuję się jednak, jakbym była główną uczestniczką chińskiej tortury z wodą kapiącą na szybę kap, kap, kap... Znaczy, oczywiście, że lepiej jest siedzieć w domu, niż na przykład iść na Pola w taką pogodę, ale heloł! Ja tu mówię o nudzeniu się jak mops francuskiej królowej, tylko bez służby podtykającej mi pod nos ciasteczka. A te by się przydały... Moje kiszki już od kilkudziesięciu minut grają marsza, a lodówka postanowiła zastrajkować i... pokazać mi wszechobecną pustkę. Żeby zagłuszyć kakofonię własnych jelit oglądam nałogowo filmy (których nie kończę) i seriale (które są głupie). Wiedzieliście, że w pierwszym odcinku 90210 w tle leci piosenka The Offspring, a na wejściówce wita nas Coldplay? Tak, obejrzałam to. Teraz leci drugi odcinek i nie jest tak źle. Owszem, stare Beverly Hills miało Luke'a Perry'ego, ale młodość nie wieczność... We are the best, so screw the rest! ps. Znalazłam czekoladę. Jeszcze do szczęścia brakuje mi fajek i lizaka ananasowego. I napisów do nowego House'a. Data i czas: sobota, 20 września 2008 20:56:02 komentarze [1] Siedzę sobie radośnie przed monitorem i staram nie wypluć płuc. Przeziębienie nie wybiera, zwłaszcza jak się wraca po nocy z koncertu Farben Lehre i ma się na sobie tylko cienką kurtkę. Dodajmy do tego parę godzin w dusznej mordowni i wyjście na zimno - et voila! Mamy piękne bakterie rozwijające się w gardle. Niestety, nie jest mi dane cieszyć się z choróbska. W poniedziałek szkoła czeka, a tejże nie można zawieść. Przecież jeśli raz nie przyjdę, runie w posadach! *przerwa na kichnięcie* Staram się nie przejmować ani zarazkami, ani walącym się z każdą chwilą coraz bardziej humorem. Pieprzona jesień. Muszę w końcu iść do lekarza. Krążenie nadal nie wraca do kończyn, a stawy bolą jak bolały. Może przy okazji poproszę kardiologa o usunięcie serca. Będę je trzymała w słoiczku i nawet jeśli je komuś oddam - będę mogła je szybko odebrać, bez zbędnego żalu i innych ceregieli. Dużo się zmieniło od ostatniej notki. Zatraciłam gdzieś swój optymizm, a raczej jego większą część. Nawet na koncercie nie potrafiłam się całą sobą cieszyć z muzyki, tylko ciągle myślałam: "Mogłam tu być z nim". Nie mam już nadziei na powrót. Odeszła jakiś czas temu. Teraz staram się oswoić z brakiem. A jako, że tatuś mówi zawsze: "klin klinem!" to się stosuję do jego zasady i zakręcam jeden taki blond klin. I jak się będzie ciągle Mylog pieprzył, przenoszę się na Bloga. Choćbym miała się nauczyć html'u odpowiedniego dla tamtego serwisu i porzucić swoje dość bogate archiwum zgromadzone tutaj. "Hurra! Hurra! Dzisiaj matura. Marynara i fryzura - matura!" - jak widać, podejście do matury mam pozytywne jak jasna cholera. Chodzę na fakultet z WOSu, przeniosłam się na wyższy angielski i tylko do polskiego się jakoś zmusić nie mogę. Nie wiem, to chyba przez te epoki - Młoda Polska i teraz międzywojnie. Mam nadzieję, że jakoś to będzie. Musi być. Data i czas: wtorek, 2 września 2008 19:49:53 komentarze [6] Przez 1.5 miesiąca widziałam słonie. Takie różowe, na niebie. Od wczoraj spokojne niegdyś stadko zmieniło się w rozszalały tajfun i ciągnie mnie na dno. Może jestem głupia. Może jestem idiotką, ale nie rozumiem: dlaczego? Było dobrze. Nawet lepiej niż dobrze i tak nagle... Nie mogę w to uwierzyć... Zresztą, nie zamierzam wierzyć. Za bardzo mi zależy, bym pozwoliła mu odejść właściwie bez powodu. Nie chcę. Przez to wszystko nie mogę spać. Ledwo co jem. Nie mogę się skupić i co chwila zaczynam płakać. Zupełnie jak nie ja. Na dodatek wczoraj się podpiłam. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie były to tylko dwa piwa. Dzisiaj na przedsiębiorczości wytrąciły mnie z równowagi "Zapisane wiadomości tekstowe", jeszcze z Norwegii. I po naszej pierwszej nocy. Jeśli czegoś nie zrobię, pogłębię tylko swoją nerwicę. A wystarcza mi ta, co miałam do tej pory. Większej mi nie trzeba. Gdy zamknę oczy, wciąż widzę jego twarz. Nade mną. Pode mną. Obok. Przed. Przy komputerze. W łóżku. Nad ranem. W nocy. W supermarkecie. Łazienkach. Czuję oddech, dotyk, pocałunki. Dłonie na ciele. Język... Nie potrafię się poddać i tak po prostu zapomnieć. Rodzina każe mi go olać. A ja chcę zrobić coś zupełnie odwrotnego - porozmawiać i spróbować go jakoś przekonać. Zakochani widzą słonie? Szkoda, że nikt ich nie ostrzegł o konsekwencjach - że to potulne stadko może przebiec po nich bez najmniejszego ostrzeżenia... Edit z dn. 3.09.2008r., 20:53 Nie przekonałam. Nawet się za to nie wzięłam. Pozwoliłam odejść, bez scen. Rozumiem. I w końcu wprowadziłam w życie moją złotą zasadę: jeśli kochasz, nie trzymasz przy sobie na siłę, nie płaczesz (za dużo), tylko pozwalasz iść własną drogą. Data i czas: sobota, 16 sierpnia 2008 21:12:50 komentarze [4] Mylog działa. Nie śnię. Omójboże, nie śnię! Trzeba to wykorzystać >3 Zostały dwa tygodnie wakacji i czym się mogę poszczycić? Jedynie wyjazdem do Norwegii i niezbyt udanym weselem... Chociaż, z drugiej strony poznałam swoją drugą połówkę. Jeszcze nigdy mi na kimś tak bardzo nie zależało jak teraz... Co zresztą chyba po mnie widać ^^' Tekstem miesiąca zostaje rozmowa z moją matką: - Co to za malinka? - Wyrosła... Ponadto byliśmy w kinie na "Mrocznym rycerzu" i mogę z czystym sercem przyznać, że kreacja Jokera to najlepsza rola Heatha Ledgera. Szkoda, że ostatnia... Ale przynajmniej pozostawił po sobie świetny dorobek artystyczny, czego dowodem jest chociażby ten film. Miałam przeczytać lektury. Ale przez moje kochanie i jego całkiem sporą biblioteczkę fantasy "Chłopi" wciąż tyrają w polu, a "Ludzie bezdomni" poszukują kwatery. Jedynie Mistrz odnalazł swoją Małgorzatę w Norwegii - ze względu na brak innych książek. Miałam zabrać się za prezentację, ale... Ale w końcu nie wzięłam materiałów od Shiv i tak jakoś wyszło ^^' Za to obejrzałam mnóstwo filmów (ach, ta nuda...) i ściągnęłam dyskografię Korna, w której się zakochałam (brawa za wersję Unplugged!) Czego żałuję? Że przegapiłam Animatsuri i koncert (darmowy!) Apocaliptiki. Że też akurat wtedy musiałam być w kraju wikingów! Szlag by to trafił -.-' A dzisiaj... Ujmę to tak - po dzisiejszym dniu nie mogłabym pogłaskać jednorożca. To by było chyba na tyle... Niezbyt to zwięzłe i składne wyszło. Ale trzeba wziąć na mnie poprawkę. Zamiast motyli mam w brzuchu prawdziwe tornado i nie myślę zbyt jasno ^^" Edit z dnia 17.08.2008r., 23:30 Po prostu musiałam to wkleić XD wampisia 20:07:11 boże, miałam durny sen O__O drabar 20:07:28 Jaki? wampisia 20:08:17 przez cały czas wiązałam glany i nie mogłam ich zawiązać xD co docierałam do ostatnich dziurek to one się rozwiązywały xD drabar 20:08:40 Wiesz jaka jest symbolika tego snu? wampisia 20:08:45 hm? drabar 20:08:55 Kup buty na rzepy, będzie prościej :] wampisia 20:09:05 XD Data i czas: czwartek, 7 sierpnia 2008 22:00:13 komentarze [1] Byłam. Przeżyłam. Wróciłam. Wraz z rachunkiem na czterysta złotych i dwoma łosiami do kolekcji. Ale nie ma co opowiadać... Za to o listopadzie jest co! Dziesiątego w Stodole zagra Simple Plan, a ja nie mam zamiaru tego odpuścić. Data i czas: piątek, 18 lipica 2008 19:35:19 komentarze [5] Jutro wyjazd, notek nie będzie przez najbliższe... 2-3 tygodnie. Ale jak wrócę, to pewnie spiszę tu sprawozdanie dla potomności xD Tak dla postronnych - wyjazd do Norwegii, na 14 dni. Sognefjord. A tak poza tym... Drób niech się idzie w krzaki kochać. Wampiś jest szczęśliwy, właściwie dzięki sympatii.pl. Głupi Wampiś, ale internet taki głupi nie jest i przez niego właśnie znalazłam Kogoś, kto drób mi skutecznie wybił z głowy. I nie przeszkadza mu kolczyk w języku. Wręcz przeciwnie - mówi, że to ciekawe, chociaż inne uczucie. Motyle w brzuchu nie przestają trzepotać skrzydełkami. W niedzielę pożegnanie... Nie chcę jechać. Naprawdę, po raz pierwszy nie mam ochoty wyjeżdżać z kraju. Najchętniej zostałabym na tej swojej Ochocie... Ale nie można mieć wszystkiego, jak widać =/ Miłych wakacji wszystkim życzę, do zobaczenia kochani :* ps. Defiś, trzymaj się! Pamiętaj, że ja o tobie myślę ;) |
|
Uzależniona od: deviantart, yaoi, Viator, youtube. Czytam: Pudelek, Kapeć, Kominek, Think Green. |
|
|
|
2005: I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII 2006: I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII 2007: I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII 2008: I II III IV V VI VII VIII IX X XI |
|
|